Ristorante Mamma Rosa

Mam nadzieję, że każdy z Was ma wątpliwości przy wyborze restauracji lub menu z okazji jakiejś uroczystości. Ja organizuje takie przyjęcia i we Włoszech i w Polsce i staram się za każdym razem zadowolić moich gości, a decyzja nie jest łatwa. Czy to urodziny, czy komunia, czy ślub są specjalnymi okazjami kiedy to chcemy widzieć wszystkich uśmiechniętych.

W tym roku chciałam zorganizować pyszny obiad z okazji pierwszej komunii św. mojego syna. Pierwszą osobaąna której uśmiechu mi zależało był właśnie on. Postawiłam sobie pytanie: jakie danie jest jego ulubionym? Duże krewetki!

Mieszkając na wzgórzach, nie łatwo jest znaleźć restaurację, która dobrze przyrządza świeżą rybę. Musiałabym zawieźć wszystkich nad morze, około 30 km od kościoła, żeby być zadowoloną. Wtedy właśnie przypomniałam sobie o Restauracji Mamma Rosa! To lokal agroturystyczny, o którym słyszałam dużo dobrego i mniej więcej dwa lata temu poszliśmy tam na obiad, bo nie daleko od domu. Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego wrażenia: wiele przeróżnych przystawek, którym nie było końca, makaron z sosem, o którym można tylko marzyć i drugie danie, które do dziś mam przed oczami. Jedynym mankamentem była powolna obsługa, a nam się spieszyło.

Biorąc pod uwagę miłość mojego syna do rybnych dań, dystans i jakość menu decyzja prawie została podjęta. Jedyna wątpliwość jaka została to koszty… miałam nadzieję, że cena nie będzie za wysoka.

Po krótkiej rozmowie z panią Vivianą, dyrektorką sali w Mamma Rosa, wróciłam do domu o wiele spokojniejsza. Zarezerwowałam termin, ustaliłyśmy dania dla naszych polsko-włoskich gości, ich ilość i dekorację stołów. Wszystko to na wzgórzu, otoczonym zielenią, wśród wiejskiej ciszy. Mój syn jak się dowiedział to nie wierzył! Przeszczęśliwy z naszego wyboru miejsca zapraszał wszystkich na swoją komunię.

Nadszedł ten wielki dzień. Szczerze mówiąc obawiałam się reakcji polskich gości. Pewne dania były nieznane ich podniebieniom i mogły im nie smakować. Miałam tylko jedną gwarancję… pewność co do jakości i świeżości ryby. Uważałam, że w tym momencie wszystko inne musiało być nam wybaczone.

Jak tylko weszliśmy do restauracji pani Viviana przedstawiła nam kelnerkę Alessandrę i pokierowała nas do stołu usytuowanego w oszklonej werandzie. Lokal było oświetlone słońcem, które dostawało się przez wielkie szyby od ziemi do sufitu, z widokiem na cudną panoramę i przepiękny ogród. Stół był nakryty niebieskimi obrusami i udekorowany girlandą kwiatów.

Po usadzeniu gości rozpoczęła się defilada owoców morza. Zaskakujące było zestawienie łososia i ananasa. Sałatka morska, a później sałatka Mamma Rosa z rukolą i korpusami krewetek, wzbogacona winogronami i gruszką. Następnie nieskończona ilość małż okraszonych cytryną. Trzeba było zobaczyć nasze miny jak wjechał wózek z ogromnym półmiskiem, z liściem palmy ‘Washingtown’ i nieskończoną ilością dużych krewetek. Wiele z nich na sałatce ze świeżego pomidora i rukoli. Takiego talerza z zimnymi ogniami się nie spodziewałam. Nasi goście nie przestawali jeść i brali dokładki. Byłam zachwycona, gdy pusty półmisek wrócił do kuchni.

Po krótkiej przerwie nadszedł czas na tagliatelle alla rybak. Dokładnie te, o których marzył mój syn. Szorstki makaron pokryty był wspaniałym sosem. Szczerze mówiąc, obiad mógł się tu dla nas zakończyć. Wszyscy byliśmy nasyceni, kiedy to kucharz zaproponował nam specjalność lokalu – risotto w szampanie. Wyjątkowe i oryginalne danie! Biesiadnicy wychwalali przyjęcie, a to nie był jeszcze koniec. Jako drugie danie była ryba grillowana z warzywami i inne pieczone owoce morza. Mam zdjęcia prawie wszystkich potraw.

Po słodkim i kawie wszyscy byliśmy usatysfakcjonowani. Musze powiedzieć, że personel bardzo mnie zaskoczył. Ta młoda dziewczyna Alessandra obsługiwała nas z uśmiechem i uwagą wraz z panią Liną. Czuliśmy się jak w domu. Ich obecność była poprawna, a do picia i jedzenia niczego nam nie brakowało.

Pamiętacie bajkę Hansa Christiana Andersena „Nowe szaty króla”? Gdzie na koniec tylko niewinny głos dziecka mówi prawdę, tę której dorośli nie mieli odwagi wyrazić. Tak właśnie zapamiętałam opinię mojego dziecka

po pierwszej wizycie u Mammy Rosy. Nikt z dorosłych nie zabrał głosu, tylko szczere dziecko na głos wypowiedziało to co myślało: „Mama, ale były dobre te tagliatelle”. Nie pozostaje Wam nic innego jak skontrolować czy to prawda…

Spero che anche voi avete i dubbi ogni volta che organizzate qualche festa e dovete scegliere il menù o il ristorante. Io le occasioni simili ho sià in Polonia che in Italia, cerco di accontentare tutti i miei ospiti e la decisione non è mai facile. O il compleanno, o la comunione, o il matrimonio sono i momenti speciali dove voliamo vedere tutti sorridenti.

Questo anno volevo organizzare buonissimo pranzo della prima comunione del mio figlio. La prima persona di cui sorriso mi importava era ovviamente lui. Mi sono fatta la domanda: qual’è il suo piatto preferito? …Scampi!

 

Abitando in collina non è facile trovare un ristorante che fa bene il pesce fresco. Dovrei portare tutti al mare, circa 30 km dalla chiesa, per essere soddisfatti. E qui che mi sono ricordata del Ristorante Mamma Rosa! Un agriturismo di cui ho sentito sempre parlare bene e circa due anni fa siamo andati a pranzo, non lontano da casa. Non mi scordo mai la mia prima impressione: tani antipasti abbondanti, che non finivano, la pasta con il sugo da sogno e il secondo che ho ancora negli occhi. Unico difetto era il servizio tranquillo per le nostre esigenze.

 

Considerando le preferenze del mio figlio verso i piatti ittici, vicinanza del posto, qualità del menù, la decisione era quasi presa. Unico dubbio che avevo era il budget… speravo che la cifra non superi certi limiti.

Dopo aver parlato con la signora Viviana, la responsabile della sala di Mamma Rosa, sono tornata a casa molto più tranquilla. Ci siamo accordate sulla data, sui piatti da offrire ai nostri ospiti italo-polacchi, sulla quantità di portate e la decorazione dei tavoli. Tutto questo su una collina, circondato dal verde, nel tranquillità della campagna. Il mio figlio non ci credeva! Stra felice per la nostra scelta del posto invitava tutti per la sua comunione.

Arrivato il giorno della festa. Sinceramente temevo la reazione degli ospiti polacchi. Certe portate sconosciute a loro palati potevano non essere graditi. Avevo solo una garanzia… la certezza della qualità del pesce fresco. A questo punto tutto il resto doveva essere perdonato.

Appena entrati nel ristorante la signora Viviana mi ha presentato la nostra cameriera Alessandra che ci ha portato in veranda. La stanza era illuminata con il sole che passava attraverso delle vetrate cielo terra, con la meravigliosa vista panoramica e bellissimo giardino. La tavola decorata con belli fiori e tovaglie azzurre.

Dopo aver sistemato tutti gli ospiti a tavola è cominciata la sfilata dei frutti di mare. Sorprendente abbinamento del salmone marinato con ananas. Insalatina di mare e insalata di Mamma Rosa con la rucola e code di gambero arricchita dell’uva e pera. Infiniti piatti di cozze al limone. Siamo rimasti a bocca aperta quando entrato il carrello con i scampi alla catalana. Un vassoio delle dimensioni straordinari, con la foglia della palma e tantissimi scampi, tanti sul letto dell’insalata di pomodori freschi con la rucola. La presentazione con scintillanti fuochi non me la aspettavo. Gli nostri ospiti non smettevano di mangiare e ripassavano volentieri. Ero molto soddisfatta quando il vassoio vuoto tornato in cucina.

Dopo la piccola pausa sono arrivate le tagliatelle alla pescatora. Proprio quelle che il festeggiato desiderava tanto. La pasta ruvida con il sugo eccezionale. Sinceramente il pranzo poteva finire qui. Tutti eravamo sazi quando il cuoco ci ha omaggiato la specialità della casa – il risotto allo champagne. Favoloso e molto originale! Mi arrivavano i complimenti dai commensali e ancora non abbiamo finito. Per il secondo c’era il gratinato di pesce al forno con verdure e per non ci far mancare nulla … arrosto di pesce misto. Ho fatto le foto quasi di tutti i piatti.

Dopo il dolce e il caffè eravamo tutti molto soddisfatti. Devo dire che il personale mi ha sorpreso. Giovane ragazza Alessandra ci ha seguito con il sorriso e l’attenzione insieme alla signora Lina. Ci sentivamo come a casa. Non ci accorgevamo della loro presenza e non mancava mai da bere.

 

Vi ricordate la fiaba di Hans Christian Andersen “I vestiti nuovi dell’Imperatore”? Dove alla fine della storia solo l’innocente voce del bambino dice la verità, che i adulti non avevano coraggio di dire. Così mi è rimasta nella mente l’opinione di mio figlio dopo la prima visita al Ristorante Mamma Rosa. Nessuno di grandi ha detto nulla, solo la voce sincera del bambino ha detto la verità: “Mamma, quanto erano buone queste tagliatelle”. Non vi rimane altro che venire a controllare se è vero…

Annunci

Rispondi

Inserisci i tuoi dati qui sotto o clicca su un'icona per effettuare l'accesso:

Logo WordPress.com

Stai commentando usando il tuo account WordPress.com. Chiudi sessione / Modifica )

Foto Twitter

Stai commentando usando il tuo account Twitter. Chiudi sessione / Modifica )

Foto di Facebook

Stai commentando usando il tuo account Facebook. Chiudi sessione / Modifica )

Google+ photo

Stai commentando usando il tuo account Google+. Chiudi sessione / Modifica )

Connessione a %s...