Przyjaźń na obczyźnie. L’amicizia all’Estero.

Wspólnym tematem dziewczyn z klubu w tym miesiącu jest: Przyjaźń na obczyźnie”…. no i nie wiem jak mam Wam to wytłumaczyć. Już wiem!

We Włoszech przyjaźń to trochę jak na facebooku…. ze wszystkimi, ale w różnym stopniu. Według mnie słowo „przyjaciel” jest tu nadużywane, bo nie stosują oni słowa „znajomy”. Ten jest amico i tamten to amico, wszyscy amici. W Polsce zaś mamy wielu znajomych, ale kilku przyjaciół.

Teraz Wam opowiem jak to było z moimi przyjaźniami we Włoszech. Moją pierwszą i wielką Przyjaciółką jest moja teściowa Maria Grazia!!!! Ona nawet kiedy jeszcze nie mówiłam po włosku rozumiała mnie w lot. Jeszcze dziś czyta w moich oczach radość, ból, smutek, szczęście… wszystko. Nauczyła mnie jak żyć we Włoszech. Mieszkamy od siebie dość daleko, więc dzwoniła do mnie i nadal dzwoni każdego dnia… lub prawie! Wie też kiedy to nie najlepszy moment na telefon i czeka na sygnał z mojej strony. To inteligentna kobieta o dużym sercu. Ta „druga mama” poświęciła mi sporo uwagi i mam nadzieję, że umiem się odwdzięczyć.

Przyjaciele są jak w przysłowiu: „Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”. Mieszkając zagranicą ja potrzebuję przychylnych mi dusz. Nie mam tu rodziny, znajomych, ani przyjaciół z lat dzieciństwa. Zostałam odcięta od korzeni, od tego wszystkiego co stworzyłam przez 25 lat w Polsce od małego.

Uważam się za „towarzyskie zwierzątko”, ale niestety w pierwszym roku nowego życia nie udało mi się nabyć nowych znajomości, tylko „odziedziczyłam” te mojego męża. Sandro to wałasnie jeden z nich, jedyny który do mnie dzwonił, odwiedzał i mówił po angielsku, bo mój włoski był jeszcze ubogi.

Główną rolę i zmianę w moim życiu wniosła Lucia, choć starsza o 11 lat to właśnie ona jest moją „oficjalną” pierwszą przyjaciółką włoską. Serdeczna, uprzejma, zawsze do dyspozycji…. z Apulii! Dopóki mieszkałyśmy blisko siebie, to widywałyśmy się codziennie, zawsze mogłam liczyć na nią i jej męża Tino. To właśnie ona wprowadziła mnie w praktyczne włoskie życie, wyjaśniała tradycje i zachowania, uczyła mnie języka mówiąc do mnie dużo i powoli.

Kiedy się przeprowadziłam, jej miejsce zajęła inna przyjaciółka, ona też pochodzi z południa Włoch, Valeria z Kalabrii! Bardzo podobna do Lucii. Od lat jej mówię, że jest jak „Czerwony Krzyż” pomaga wszystkim nawet jak nie wiedzą, że potrzebują pomocy. Znajdzie zawsze czas dla innych i nie myśli nigdy o sobie. Jej dom jest otwarty dla wszystkich potrzebujących. Kiedy ma ochotę na towarzystwo do podwieczorku zaprasza 4-5 przyjaciół syna i ich matki. Wszyscy wtedy się śmiejemy, rozmawiamy, można się wiele nauczyć podczas takiego popołudnia.

Na przyjaciół trzeba móc liczyć i oprócz Valerii mogę liczyć na Basię i Gabrysię. Mam to szczęście! Wystarczy zadzwonić, a one nigdy nie powiedziały „nie”….. jeszcze.

Przyjaciele zagranicą są dla nas jak rodzina i muszę Wam powiedzieć, że napotkałam fantastycznych ludzi, którzy tak jak ja, na Boże Narodzenie, na Wielkanoc nie mając już rodziców lub mieszkając od nich daleko, co robią? Wspólnie obchodzą święta. Tak to od wielu lat dom Pameli stał się naszym domem. Ona gotuje makaron na pierwsze danie, a każdy z nas przynosi inne potrawy. Wraz z małżonkami, narzeczonymi i dziećmi jest nas około czterdzieści osób. Pamela podejmuje wszystkich swoich przyjaciół, nawet cudzoziemców takich jak ja, jak Anna z Nowego Jorku, czy inna z Grecji. Różne państwa, różne tradycje, różne dania, ale w jej domu czujemy się jak u siebie. Jest to niesamowita grupa! Jej członkowie podadzą Ci rękę w każdej chwili, rozmawiamy i słuchamy się nawzajem …. a ile się śmiejemy….? Zawsze wspólnie świętujemy nasze urodziny, nawet ostatnie Święto Dziękczynienia, całą grupą idziemy przebrani na karnawał, ale pomagamy sobie i w bolesnych momentach, jesteśmy razem nawet na pogrzebach. Jesteśmy cudowną rodziną.

Tu muszę rzec dwa słowa o przyjaźniach między Polakami. Trzy lata temu poznałam fajne rodaczki. Ala, Cecylia i Jola to dziewczyny, które poświęcają mi swój czas przynajmniej raz na miesiąc, spotykamy się na kawie i rozmawiamy o naszym emigranckim życiu, co tam się w Polsce dzieje lub czy są jakieś nowe przepisy prawne. Od niedawna dołączyła do nas Ania, ona mnie znalazła poprzez blog. Napisała do mnie i praktycznie od ponad roku słyszymy się codziennie.

I tak sobie czytając , zdałam sobie sprawę, że na tytuł Przyjaciółki zasługuje wiele innych osób, których nie da się tu tak opisać. Jestem szczęściarą że je poznałam: Alessandra, Alessandro, Annalisa, Cristiana, Francesca, Kasia, Lorena, Lucia, Luciano, Mara, Marina, Mauro, Michele, Patrizia, Sabina, Simone, Sonia,Teresa, Tiziana, Valentina

Bardzo Was lubię!

Chciałam jeszcze tylko dodać, że oczywiście, tak jak wszyscy mam i „wrogów”. Nie wszyscy mi są przychylni. Miło mi tylko, że to nie dlatego, że jestem cudzoziemką, bo jestem Polką… nigdy nie byłam dyskryminowana z powodu mojego pochodzenia. A wręcz odwrotnie, muszę powiedzieć, że jako naród jesteśmy we Włoszech doceniani.

Ten post powstał w ramach projektu o przyjaźni dla Klubu Polki na Obczyźnie. Zachęcam do zapoznania się z pozostałymi wpisami z tego cyklu, które można znaleźć klikając tutajWarto wiedzieć, co sądzą inni!

Il tema comune per le ragazze del club in questo mese è: “L’amicizia all’Estero”… e non so come spiegare. Si, lo so!

In Italia l’amicizia è come su facebook…. con tutti, ma in modi diversi. Secondo me la parola “amico” è usata troppo, perché non si applica la parola “conoscente”. Questo è un amico e quello è un amico, tutti sono amici. Mentre in Polonia abbiamo tanti conoscenti e pochi amici.

Adesso vi racconto come sono andate le mie amicizie in Italia. La mia prima grande Amica è la suocera Maria Grazia!!!!! Lei anche quando non parlavo italiano mi capiva al volo. Ancora oggi mi legge negli occhi la gioia, dolore, tristezza, felicità…tutto. Mi ha insegnato come vivere in Italia. Abitiamo un po’ lontane allora mi telefonava e telefona ancora tutti i giorni…. o quasi! Ma sa anche quando non è il momento giusto e rimane ad aspettare la mia mossa. Una donna intelligente e di grande cuore. Ho ricevuto tante attenzioni da questa “seconda mamma” e spero di saper ricambiare.

Gli amici come nel proverbio: “I veri amici si vedono al momento del bisogno”. Vivendo all’Estero io ho bisogno delle buone anime. Non ho qui i parenti, conoscenti, ne amici d’infanzia. Sono sradicata di tutto quello che ho costruito per 25 anni in Polonia da piccola.

Mi reputo “l’animaletto molto socievole” ma purtroppo in primo anno di nuova vita non ho conquistato le nuove amicizie, ma ho “ereditato” solo amici del mio marito. Sandro è uno di loro, era unico di chiamarmi, di farmi la visita e comunicare in inglese, perché il mio italiano era ancora molto povero.

Il ruolo fondamentale e una svolta nella mia vita ha portato Lucia, anche se più grande di me di 11 anni è diventata la mia prima amica italiana “ufficiale”. Cordiale, gentile, disponibile…. Pugliese! Finché abitavamo vicine ci vedevamo tutti i giorni, potevo sempre contare su di lei e suo marito Tino. E’ stata proprio lei di introdurmi nella vita pratica in Italia, spiegava le tradizioni, comportamenti e insegnava la lingua parlando tanto e lentamente.

Quando ho traslocato il suo posto ha preso un’altra amica, sempre del sud, calabrese Valeria! Molto simile a Lucia. Sono anni che le dico che è una “croce rossina” aiuta tutti anche quando non sanno che hanno bisogno del aiuto. Trova sempre il tempo per le persone, non pensa mai a se stessa. La sua casa è aperta per tutti i bisognosi. Quando ha voglia di merenda in compagnia invita 4-5 amici del figlio e le loro mamme. Si ride, si discute, si impara tante cose durante questi pomeriggi.

Sugli amici si può contare e oltre Valeria posso contare su Barbara e Gabriella. Ho questa fortuna! Basta una telefonata e loro non mi hanno mai detto “no”…. ancora.

Gli amici all’Estero sono come la nostra famiglia e vi devo dire, che ho incontrato le persone stupende che come me, per Natale, per Pasqua, non avendo dei genitori più, oppure vivendo lontani da loro, cosa fanno? Si uniscono per festeggiare insieme. Cosi da diversi anni la casa di Pamela diventa la nostra casa. Lei cucina la pasta e ognuno di noi porta altre pietanze. Siamo una quarantina con i coniugi, fidanzati e figli. Pamela accoglie i suoi amici anche stranieri come me, come un’altra Anna da New York, o Grecia. Diversi Paesi, diverse le tradizioni e piatti, ma a casa sua ci sentiamo come a casa nostra. E’ un gruppo speciale! Che ti da una mano in ogni momento, ci si parla e ascolta…. e quanto ci si ride….? Abbiamo sempre festeggiato insieme i compleanni, anche l’ultimo Thanksgiving Day, ci siamo travestiti per il carnevale, ci sosteniamo anche nei momenti dolorosi e veniamo ai funerali. Siamo una famiglia meravigliosa.

Qui devo dire anche due parole sulle amicizie tra i Polacchi. Solo tre anni fa ho conosciuto le compaesane speciali. Ala, Cecylia i Jola sono le ragazze, che mi dedicano il loro tempo almeno una volta al mese, cosi ci vediamo per un caffè e parliamo della nostra vita da emigrante, cosa sta succedendo in Polonia oppure cosa è cambiato nelle nuove leggi. Da poco in quel gruppetto ci ha raggiunto Anna, mi ha trovato lei tramite il blog. Mi ha scritto e praticamente da un anno ci sentiamo tutti i giorni.

E così rileggendo, mi rendo conto che il titolo di Amica si meritano anche tante altre persone, che non sono in grado di nominare tutti qui. Sono fortunata perché mi sono vicine: Alessandra, Alessandro, Annalisa, Cristiana, Francesca, Kasia, Lorena, Lucia, Luciano, Mara, Marina, Mauro, Michele, Patrizia, Sabina, Simone, Sonia,Teresa, Tiziana, Valentina

Vi voglio bene!!!!

Volevo aggiungere anche che ovviamente come tutti ho anche i “nemici”. Non tutti mi vogliono bene. Mi fa piacere che non è perché sono straniera, perché sono Polacca… non mi sono mai trovata discriminata per colpa della mia provenienza. Anzi, devo dire che come popolo siamo apprezzati in Italia.

Questo post è stato scritto nell’ambito del progetto sull’amicizia per Club delle Polacche all’Estero. Vi invito di leggere altri articoli della serie, che potete trovare  quiVale la pensa sapere cosa ne pensano altri.

Annunci

3 thoughts on “Przyjaźń na obczyźnie. L’amicizia all’Estero.

  1. Pingback: Projekt Kwiecień - Maj 2016 - Klub Polki na Obczyźnie

Rispondi

Inserisci i tuoi dati qui sotto o clicca su un'icona per effettuare l'accesso:

Logo WordPress.com

Stai commentando usando il tuo account WordPress.com. Chiudi sessione / Modifica )

Foto Twitter

Stai commentando usando il tuo account Twitter. Chiudi sessione / Modifica )

Foto di Facebook

Stai commentando usando il tuo account Facebook. Chiudi sessione / Modifica )

Google+ photo

Stai commentando usando il tuo account Google+. Chiudi sessione / Modifica )

Connessione a %s...