Bajki 1000 i jednej Polki

bajka 10 Poniższy post powstał w ramach projektu “BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI” Klubu Polki na Obczyźnie, który dedykowany jest Karince oraz jej siostrze Ali. Dziewczynki aktualnie nie mają możliwości by podróżować, dlatego zabieramy je w baśniową podróż po świecie z dziecięcych snów. *** “Istnieje mapa bez krańców świata – są na niej wszystkie kontynenty, miasteczka i wsie, ale jako że zawieruszyła się w bibliotecznym dziale baśni, nabyła magicznych cech: jeśli się na niej stanie, potrafi porwać ze sobą w najbardziej odległe miejsce. Byli tacy, którzy próbowali przedostać się mapą na skróty na Wielką Rafę Koralową u brzegów Australii, na szczyty Himalajów, a nawet do sklepu obuwniczego dwie przecznice dalej. Te próby jednak kończyły się fiaskiem, bo żaden ze śmiałków nie odkrył, że na wyprawę mogą wybrać się tylko dzieci. Czternastoletnia Ala i jej ośmioletnia siostra Karina poznały także inny sekret mapy – nie da się nią podróżować w pojedynkę. Dziewczynki dobrze wiedzą, że trzeba razem usiąść na wygniecionym papierze i mocno złapać się za ręce i dopiero wtedy otworzy się przed nimi droga. Dokąd tym razem? Jak zwykle tam, gdzie ktoś na tę dwójkę będzie czekał. Tak jak tutaj.” *** 2015-02-11-786 BAJKA 10 W Dolinie Fiastry

Spędzałam właśnie żmudne godziny, jak co dzień o tej porze dnia, w bibliotece społecznej, katalogując stare książki. Moje zajęcie, od kilku lat, polega na wprowadzaniu ich danych do komputera. Rutynowo, wypełniwszy skrzynkę zakurzonymi tomami zaniosłam ją do sali głównej. Zająwszy miejsce przy biurku przetarłam szmatką pierwszy tomik. Nie było widać tytułu, więc otworzyłam sztywną skórzaną okładkę.

Pufffff! Coś trzasnęło, zahuczało, błysnęło! Zasłoniłam oczy przerażona. Książka otworzyła się w powietrzu i spadła z hukiem na podłogę. Usłyszałam dziewczęcy śmiech. Wśród dymu lub kurzu, trudno mi ocenić, dojrzałam dwie śliczne dziewczynki. Niższa była chichoczącą szatynką, wyższa – długowłosą blondynką o bardzo poważnej minie. Od dawna dochodziły mnie słuchy o magicznej mapie, która ma moc przenoszenia ludzi z miejsca w miejsce, ale nigdy nie myślałam o napotkaniu jej w naszej miejskiej bibliotece. Nie zdążyłam ochłonąć z wrażenia, kiedy starsza z dziewczynek przedstawiła mi się. – Mam na imię Ala, a to moja młodsza siostra, Karina. Mogę zapytać, dokąd nas przygnało tym razem? – Witaj Alu, mam na imię Ania. Jesteście we Włoszech – wydukałam zaskoczona. – A gdzie dokładnie? W Rzymie? – zapytała ciekawska Karina. – Niezupełnie… Jesteście w URBS SALVIA, to miasteczko pamiętające czasy świetności Imperium Rzymskiego, na wybrzeżu Adriatyku. Co wy tu robicie? – Jak to co? Bawimy się – odrzekła Karina i ruszyła na podbój biblioteki przeglądając regały. Ala sięgnęła po magiczną książkę leżącą na podłodze. Zamknęła ją i schowała do torebki. Po czym nieśmiało oświadczyła: – Trochę zgłodniałyśmy… – Ja chcę pizzę!!! Super megagalaktyczną, typowo włoską pizzę! – krzyknęła mała i wybiegła z biblioteki. Alicja ruszyła w pogoń, starając się ją zatrzymać. Popędziłam ich śladem, zostawiając otwarty gmach. Karina zatrzymała się nagle. -To którędy droga na pizzę, pani Aniu? – Poczekaj, daj mi rękę – odezwał się we mnie macierzyński instynkt – to miasteczko jest małe, ale ruchliwe. Pójdziemy do baru i zamówimy pyszną margheritę, tylko nie uciekaj. Alu, ty jesteś rozważną dziewczynką, jak wy teraz do domu wrócicie? – Nie musimy wracać, my zwiedzamy świat! Pani nam pokaże cuda okolicy, a ja gwarantuję, że Karina zachwycona tym miejscem, uspokoi się. Piękna pogoda, słoneczny dzień, tego nam było potrzeba. Co to za łuk? 2015-02-11-781   – Moje drogie, trafiłyście do bardzo starego miasta, i sławnego, bo jest o nim wzmianka nawet w „Nieboskiej Komedii” Dantego. Stąd też pochodził Iacopo Alpoleio, który wymyślił wykrzyknik. Jak wspomniałam, miasteczko jest baaardzo stare, bo powstałe ponad 2000 lat temu. Ten łuk to jedna z bram wjazdowych do starożytnego URBIS otoczonego murami. Myślę, że uda mi się skombinować dla Was dwa górskie rowery i same pozwiedzacie okolicę. Zobaczcie… – wskazałam na piękny krajobraz okolicznych wzgórz, a w dolinie, ruiny teatru rzymskiego i areny gladiatorów. 2014-09-29-5927   – Ala!!! Jaki śliczny pies! – krzyknęła Karina. W naszym kierunku biegł uliczką Brutus, miejscowy pies „przybłęda”. – Ten milusi labrador całymi dniami sprytnie staje pod dwoma sklepami mięsnymi i nigdy jeszcze nie zaznał głodu. Kocha dzieci z całego miasteczka. – dokonałam obrazowej prezentacji Brutusa, a tymczasem pies podbiegł do dziewczynek i zaczął swoje rytualne powitania, obwąchując je i szczekając. pizza-con-mozzarella   Nie odstępował nowych znajomych. Poszłyśmy na pizzę, tak jak obiecałam. Karinie mozzarella z pizzy ciągnęła się od ostatniego gryza. Alicja ocierała usta serwetką, bo sos pomidorowy był wszędzie. A Brutus czekał grzecznie na kawałek kiełbaski, którą to obdarowywała go co jakiś czas młodsza siostra. Ja przez ten czas zorganizowałam rowery i narysowałam mapkę okolicy z trasą zwiedzania. Zaproponowałam, że wieczorem znajdą mnie w tym samym barze. Dziewczynki wsiadły na rowery, a pies robił za gospodarza i pędził przed siebie starymi, wąskim, ukwieconymi, brukowymi uliczkami poszczekując czasem. – Ala! Ala! Czy Ty słyszysz? Ten pies mówi! – zorientowała się nagle Karina. -Ty też to słyszysz, jak nas pogania? – zapytała Alicja. Zatrzymały się skonsternowane. Brutus zawrócił i machając ogonem dla dodania im otuchy, przemówił. – No nie mówcie, że zwiedzając świat z magiczną mapą, nie spotkałyście jeszcze mówiącego psa? Dziewczyny, nie mamy czasu. Zostaje nam tylko przejść przez magiczne ruiny z tą waszą mapą i cofniemy czas o dwa tysiące lat. Dostaniemy się w okres starożytnego Imperium Romanum i, jeśli się nam uda, zobaczymy walki gladiatorów. Mam tylko jeden problem. Znają mnie tam dobrze u rzeźnika, bo buchnąłem parę kiełbasek, muszę więc uważać na strażników, żeby mnie nie rozpoznali. Druga rzecz – musimy zwiedzić wszystko przed zachodem słońca, bo potem nie mogę z Wami rozmawiać. – Fantastycznie! Brutusie, jesteś kochany! – wykrzyknęła swym zwyczajem Karina, a zszokowana Ala wymamrotała – – Pokaż nam całą okolicę z czasów…. no nie wiem? Kto tam wtedy panował? – Spoko. Cesarzem był wówczas Tyberiusz i to jego legioniści mają na mnie oko, za „degustację” wyśmienitych kiełbasek. Musimy się mieć na baczności. Podejdźcie tutaj, do tych ruin. Była to kiedyś jedna z bram wjazdowych. Widzicie ten napis na tabliczce? To fragment „Boskiej komedii” Dantego Alighieri, gdzie w XVI Pieśni Raju napisał o URBS SALVIA. Weźcie się za ręce, tak jak przy magicznej mapie i wyszepczcie razem ze mną ten cytat. 2015-02-11-766 2015-02-11-775 Dziewczynki nie zdążywszy dokończyć zdania znalazły się na ulicy starożytnego miasta. Wśród hałasu jarmarku, wśród tłumu ludzi w długich szatach, mówiących dziwnym językiem. Z daleka dobiegały dźwięki drewnianych fletów i tamburynów. Brutus czujnie postawił uszy i ruszył przed siebie przeciskając się między nogami przechodniów. Dziewczynki bacznie go śledziły. Dziwne spojrzenia obcych ludzi uświadomiły im, że minispódniczki i bluzki bez rękawów to nie jest idealny strój. – Brutusie! Zaczekaj! – krzyknęła Ala – musimy się przebrać! Pośród straganów zauważyły stoiska z sandałami na rzemyki i skromne płótna, ale ciuszków na wieszakach nie było. Kilkoro dzieci pomagało matce w pieczeniu bułeczek. Dwie kobiety przędły wełnę, inna skubała kurę z piór. Było jakieś stoisko z narzędziami rzemieślniczymi, nawet zając pieczony z rożna, ale tunik nie było nigdzie. imag2144 imag0385 dscn6636 dscn6623dscn6600 dscn6606 dscn6607 Dziewczynki zaczęły tracić nadzieję, kiedy ich pies przewodnik wpadł na pewien pomysł. Ruszyły jego śladem i znalazły się w pobliżu zaokrąglonego muru. – To on! Łapcie złodzieja! To ten pies, który skradł kiełbasy! – usłyszały za sobą męskie głosy. 56171   Za ich plecami, wyrośli, jak spod ziemi, cesarscy legioniści z włóczniami, ze „szczotkami” na hełmach, w czerwonych pelerynach. Brutus podbiegł do wejścia w murze, dziewczynki pobiegły za nim. Ludzie oglądali się za pędzącym psem, dziećmi i dwoma strażnikami. To główne wejście wprowadziło ich wszystkich na scenę, gdzie odbywały się próby do wieczornego przedstawienia. Pobiegli do malutkiego wejścia, które prowadziło za kulisy, a właściwie pod schody starożytnego teatru. Zgubili swych prześladowców. Ala i Karina znalazły tam górę białych tog. Narzuciły je na siebie i roześmiały się. – Gdyby tak mama nas widziała!!! – roześmiała się Karina, ale w tonie tego śmiechu pobrzmiewały niebezpieczne nuty zdradzające tęsknotę, toteż Ala zareagowała błyskawicznie. – Chodźmy, musimy stąd wyjść i wdrapać się na szczyt tych schodów, gdzie siedzieć będzie wieczorem publiczność. download   Brutus, jak zwykle kroczący przed nimi, wdrapał się na szczyt widowni. Dziewczynki zasapane usiadły na kamieniu. Nie zdążyły odetchnąć, kiedy to cesarscy legioniści znów zaczęli krzyczeć: – Łapać złodzieja! Już na ulicy, pędząca Ala potrąciła kobietę niosącą dzban wody na głowie. Wszędzie było czuć zapach wędzonej ryby. Za rogiem pleciono wiklinowe kosze. Uciekinierzy skryli się w cieniu tego stoiska. dscn6602 imag0414   – No i co teraz? – wyszeptała Ala, kierując swe pytanie do Brutusa. – Mam plan. Musimy przejść obok amfiteatru, żeby zerknąć na walkę gladiatorów, a potem obok świątyni, to zachwycicie się jej pięknem. Musimy tam dotrzeć jak najszybciej, bo słońce zaczyna zachodzić i moja zdolność mowy zniknie. Gdybyśmy się zgubili to pamiętajcie – musicie dotrzeć do bramy, przez którą wkroczyliśmy w tę epokę. Tam wypowiedzcie zdanie z poematu …a potem znajdźcie Annę. Za mną, babki! 2015-02-11-773   Nie widząc nigdzie legionistów ze szczotkami na hełmach ruszyli w stronę areny. Z daleka dochodziły ich odgłosy wydawane przez lwy i tygrysy. Od wejścia słychać już było szczęk broni walczących. Publiczność siedząca dookoła kibicowała rywalom. DSCN3911 DSCN3919 DSCN3946 DSCN3956 Karina stanęła w miejscu zapatrzona, więc Brutus szarpnął ją zębami za szatę, a Ala pociągnęła ją za rękę w stronę wyjścia po drugiej stronie areny. Dziewczynki, nienawykłe chodzić w długich szatach, zadzierały togi, żeby się nie potknąć. Rozglądały się czujnie, czy nie zobaczą gdzieś swych prześladowców. W pobliżu dostrzegły wysokie kolumny. Tak, to była ta świątynia Salus Augusta, do której prowadziły ogromne schody. Siostry z otwartymi buziami i zadartymi głowami oglądały ten dostojny gmach, gdy nagle Brutus zaszczekał. Niestety, niczego nie mogły już zrozumieć. Słońce zaczęło zachodzić. Zza rogu wybiegli legioniści, a pies czmychnął w tłum ludzi. LEGIONARIO   – Alu, jak my teraz znajdziemy Brutusa? – zapytała Karina. – Myślę, że nie będziemy go szukać. Musimy wrócić do XXI wieku, a on sobie da radę. Chodź, musimy odnaleźć tę bramę i wypowiedzieć to magiczne zdanie z poematu. Wszystko poszło zgodnie z planem i dziewczynki wróciły do swojego czasu. Zdjęły togi i poszły do baru, gdzie czekała na nie Anna. – Ave Ala, Ave Karina! Proponuję szybką kanapkę z ciauscolo – typową kiełbaską z Marche. Odpoczniecie, a potem pokażę Wam basztę. Co wy na to? – Chętnie! – dziewczynki odparły z uśmiechem. ciauscolo1DSCN6980 DSCN6974 2014-09-22-5821 dscn6332 dscn6325 dscn6319   Po przekąsce nasze turystki zwiedziły średniowieczną basztę, gdzie co roku odbywają się pokazy walk rycerzy. Degustować można wówczas wino cotto i pieczone kasztany. Opowiedziałam im też o tradycyjnej „Pasji Chrystusa”, która jako przedstawienie odbywa się na ulicach miasta tuż przed Wielkanocą. Mieszkańcy stają się aktorami i wystawiają ostatnią wieczerzę, modlitwę w gaju oliwnym, sąd, zamek Piłata, drogę krzyżową i samo ukrzyżowanie. Jest to bardzo realistyczny spektakl, doceniany przez wielu przyjezdnych widzów. DSCN9357 DSCN9374 DSCN9388 DSCN9398 DSCN9404 DSCN9446 DSCN9477 – Ala, tęsknię za Brutusem! – westchnęła Karina – Czy jemu się nic nie stało? – Nie martw się, on jest na to za sprytny! – Według mnie, to on siedzi pod drzwiami sklepu mięsnego, to pora kolacji – zapewniłam Karinę i na jej twarzy pojawił się uśmiech. Skierowałyśmy się w stronę sklepiku, gdzie po chwili ujrzałyśmy Brutusa, ogryzającego kość i machającego ze szczęścia ogonem. Dziewczynki zaczęły go głaskać i żegnać się z włochatym przyjacielem. Nadszedł czas opuszczenia krainy Valle di Fiastra. Alicja wydobyła z torby ich magiczną mapę i złapała za rękę smutną Karinę. Po chwili zostało po nich już tylko miłe wspomnienie i zakurzony tomik, który odniosłam do biblioteki.

Annunci

12 thoughts on “Bajki 1000 i jednej Polki

  1. NO nieeeee….Ty to masz fantazję !!! Moje najwyższe uznanie dla talentu pisarskiego. Widzę, że dobre masz podwaliny języka polskiego…coś wyszło z pilnej nauki już od I kl. podstawowej. Ale polotu Ci nie brakuje. Ilustracje też jak stąd!!!! Super!!!
    Może ty zaczniesz prawdziwie pisać?……

    Liked by 1 persona

  2. Dziękujemy za wspaniały dzień we Włoszech, w dolinie Fiastry. Chętnie byśmy zaopiekowały się Brutusem i zwiedziły bibliotekę w, której Pani pracuje.
    Pozdrawiają Ala i Karinka

    Mi piace

  3. Pingback: PROJEKT MARCOWY - BAJKI TYSIĄCA I JEDNEJ POLKI - Klub Polki na Obczyźnie

Rispondi

Inserisci i tuoi dati qui sotto o clicca su un'icona per effettuare l'accesso:

Logo WordPress.com

Stai commentando usando il tuo account WordPress.com. Chiudi sessione / Modifica )

Foto Twitter

Stai commentando usando il tuo account Twitter. Chiudi sessione / Modifica )

Foto di Facebook

Stai commentando usando il tuo account Facebook. Chiudi sessione / Modifica )

Google+ photo

Stai commentando usando il tuo account Google+. Chiudi sessione / Modifica )

Connessione a %s...