Auto, Motor i Sport

307302_10151429479609726_1723161993_nscansione0003
Hmmm, jakoś mi nie idzie to pisanie.


Gdyby nie Mauro, Agnieszka i Marcin to i tego postu by nie było.
Otóż, chciałabym Wam napisać jak to jest się kierowcą na włoskich drogach. Marcin poprosił mnie o pomoc w artykule na ten temat, do magazynu Auto, Motor i Sport.

Agnieszce bardzo spodobał się mój tekst (długi, oryginalny, jak i ten krótki, który będzie wydrukowany) … to ona docenia moje opisy. Mauro zaś popiera Agnieszke. Sami oceńcie, oto dluższa wersja: 

Mój styl jazdy?

Samej trudno mi się określic, ale spróbuje: rozsądny, spokojny, zdecydowany. Ludzie lubią ze mną jeździc (tak mówia, a jak wysiądą to może i całują ziemie), a mój mąż Włoch, ma ciągle coś do powiedzenia, do skrytykowania. Czasem docenia moje postępy, jak jest zmęczony i potrzebuje spać w drodze to prosi żebym usiadła za kierownicę. W Polsce zrobiłam prawo jazdy w wieku 17 lat, jak tylko przepisy na to pozwoliły. Byłam więc baaardzo młoda i niedoświadczona. Egzamin teoretyczny zdałam za pierwszym podejściem, praktyczny za 3 razem. Orłem nie byłam, ale i nie najgorsza. Nie miałam wówczas mojego samochodu. Tata od czasu do czasu pozwolił mi prowadzic swój VW Transporter 9 osobowy. Było to dla mnie zawsze szokiem, bo egzamin zdawałam na maluchu i przesiadałam się jak za kierownicę autobusu. Siostra rownież  pożyczała mi malucha.

Egzamin zdawałam w Warszawie, jeździłam tylko po Warszawie, trudno więc powiedzieć o doświadczeniu… od skrzyżowania do skrzyżowania. Z dzisiejszego punktu widzenia to bylo nudne… od świateł do świateł. Pamiętam pierwszy raz jak prowadziłam samochód taty i właśnie wtedy pierwsza kontrola drogowa na Żoliborzu. Dumnie wyjęłam “świeżo wydrukowany” dokument, a nogi to mi drżały.

W jeździe po mieście byłam dobra, gorzej było z parkowaniem tzw koperty. Poszukiwałam miejsc parkingowych, aby tylko nikogo nie “obdrapać”. Od małego (przynajmniej raz na rok) jeździlam z rodzicami do Niemiec i znałam tamtą kulture jazdy autem. Idealne parkowanie, przepuszczanie pieszych i rowerów, ograniczenie prędkości odcisnęło znamią na moim sposobie prowadzenia samochodu. Nie dostałam nigdy mandatu w Polsce, punkty miałam wszystkie. Wychowana zostałam w szacunku do zasad, więc trudno mi je było łamac. Tak było przez 8 lat “polskiego prawa jazdy”. We Włoszech, zamieniono mi je na włoskie “patente” i dostałam w kość. Los zmusił mnie do natychmiastowego prowadzenia samochodu, codziennie 30 km – dojazd do większego miasta z peryferi. O znalezieniu parkingu na obszarze studenckiego miasteczka nie było mowy, Wyjeżdżałam specjalnie 30 minut wcześniej, aby teściowi nie obić samochodu, który mi pożyczył. Na dodatek fiat z automatyczna skrzynią biegów, co w XX wieku nie był jeszcze tak popularny jak dziś, robil na mnie wrażenie.

No i tu przeżylam szok. Szybkosść innych pojazdów – poza normy wyznaczone na znakach. Trąbienie notoryczne: choćby zżby się umówić na kawę z laska za kierownicą, żeby zaczepić znajomego na ulicy, żeby nawrzucać dziadkowi.

Raz wpadłam w poślizg, w deszczu na rondzie i siła odśrodkowa wyrzucila mnie w balustradę drogi. Wgniótł się reflektor i nie mogłam cofnąć auta. Co robili Włosi? Trąbili!!!, zamiast się zatrzymać i zapytać czy nic mi się nie stało, czy nie potrzebuję pomocy.

No i coś czego nie nauczyli mnie na warszawskim kursie – AUTOSTRADA. Zasady, wjazdu, zjazdu, wpuszczania, wyprzedzania. Teorię znałam, ale praktyka i to we Wloszech na 4-pasmówce to zupelnie co innego. Człowiek się budzi i zaczyna prowadzić tak jak oni, żeby przeżyc!!! Trzeba jechać “z prądem”. Jak nie, to jesteś ta czarna owca co nie umie prowadzić. Jak człowiek widzi dziwnie podejrzany “sznurek samochodów” na prawym pasie autostrady, to albo pogrzeb jedzie, albo na poczatku karawany jest wóz policyjny – to wyczułam po paru miesiącach. Wtedy zrozumiałam czemu wszyscy zwolnili. Droga szybkiego ruchu ma limit 110 km/h. Jak się dostosuje do innych to mam minimum 120.

Nie mówię już o komórkach. Włoch nie używa słuchawek. Obecnie przy zasięgach internetowych to wszyscy na smartphonach klepią prowadząc samochód.

Co przestałam robić, a co zaczęłam jako kierowca? Przestałam być “grzeczną dziewczynką”, a zaczełam się dostosowywać. Jak potrzebuję, to depnę pedał gazu, zawsze odbiorę telefon (ale nie dzwonię), trąbnę na ślimaczącego się dziadka. Zostało mi tylko jeszcze przepuszczenie na pasach… to zawsze pamiętam zrobić. Przywykłam też do przepuszczania skręcających z naprzeciwka, z mojej  lewej strony. Mnie się nie śpieszy, a na tym drugim pasie zrobił się już niezlł korek, bo nikt z mojego pasa się nie zatrzymał.

Zaczełam też fantastycznie parkować!!! Tak jak parkuja Włosi, to mi się podoba. Nie ma miejsca?, to włączasz światła awaryjne i stajesz w drugim rzędzie. Jest już drugi rząd? to i w trzecim możesz stanąc, aby było miejsce na przejazd obok twojego auta. Kiedyś starałam się parkować precyzyjnie i w jak najkrótszym czasie, żeby za mną korka nie robić. Tu we Włoszech nauczyłam się natychmiast parkowania. Jeszcze człowiek nie zdecydował się na zaparkowanie a już trąbia, bo ulica jednokierunkowa. Trzeba bylo się “wyłączyć”, wyluzować, nie słuchać klaksonów i “kopertę” wykonałam od pierwszego podejścia. Autorytetem jest dla mnie mój mąż, zaparkuje tak, że odstęp przed i za nim jest wielkości dłoni. Wstawia ssamochód, a nie parkuje od pierwszego podejścia.We Włoszech stałam się oportunistka. Nie obchodzą mnie klaksony i reguły. Zasada jest jedna: nie zrobić nikomu krzywdy.

We Włoszech jest jeszcze jedna rzecz, która zmienia nas polskich kierowców. Drogi! Krete, stare, wąskie i JEDNOKIERUNKOWE. We włoskich miasteczkach wiekszość dróg jest jednokierunkowa. Ktoś powie… co w tym trudnego. Niby nic, ale dla mnie, nowej w mieście, mówiacej wyłącznie po angielsku, było łatwo wyjechać w miasto na zakupy. Gorzej bylo wrócic do domu!!! Na wielu mapach nie było znaku, że to jednokierunkowe, ludzi pytałam jak dojechać do takiej ulicy, to nakreciłam się jak bąk. W Warszawie jedziesz ulica, liczysz skrzyżowania i wracasz ta sama ulica, lub równoległą do niej. W italiańskich miastach nie ma ulic “w szachownice” nigdy nie wiesz ile czasu zajmie Ci powrót do domu  😉  Wąskie uliczki zaś nie raz zmusiły mnie do złożenia lusterek, żeby się przecisnąć w wąskich malowniczych zaułkach.

Jacy są włoscy kierowcy? PIRACI. Taki tytuł dostał mój mąż w pierwszych dniach znajomości. To co oni wyprawiają za kierownicą, to chyba wyssali z mlekiem matki. Prędkości są zawrotne, nie raz byłam więziona 220 km/h Przede wszystkim samochodem jadą wszędzie, choćby po dziecko do szkoły oddalonej o 300m. Wjadą tam gdzie nie można, bo mają do załatwienia sprawy i nie zaparkują samochodu dalej jak nie pod wejściem. Do baru na kawę? przecież to dwie minuty, samochód czeka przed barem na światłach awaryjnych, na przejściu dla pieszych (codzienny obrażek). Musza mieć samochód w zasięgu wzroku. Codziennie można przeczytać w gazetach o bójce o parking lub gorzej, bo o ofiarach śmiertelnych. Na poludniu Włoch, o miejsce parkingowe kłóca się na noże… tego w Polsce chyba jeszcze nie ma.

Nie znam jakiegoś idiotycznego przepisu włoskiego. Są one europejskie… dla mnie logiczne.

Czego nigdy nie robia Włosi? Nie ustawia się w kolejce! Na stacji benzynowej podjeżdżają z dwóch stron, do jednej pompy (jak do konfesjonału), do czego każdy ogon ma dwa odgałęzienia. Tak samo na bramce na autostradę. Nigdy nie widziałam kolejki, podjeżdżają “stadem”, a potem się wpychają, trąbiac.

Co robią Włosi, a Polacy nie? Rozmawiają na migi. Pewne gesty mają przypisane do siebie całe zdania i Włosi wiedzą co kierowca drugiego samochodu chce powiedzieć. Widziałam kiedyś dialog kierowcy ze straża miejską na odległość. W Polsce prawdopodobnie opuścilibyśmy szybę, żeby porozmawiać z władzą. Gestykulacja Włochow jest nie do podrobienia. Nie raz widze w lusterku, jak w samochodzie za mna ludzie “rozmawiają” można się domyślić o czym ;) 

Mieszkam niedaleko rezerwatu, gdzie jest dużo dzików, saren i bażantów. Któregoś dnia, nad maską samochodu przelecial mi bażant, niewiele brakowało, a by mi rozbił przednią szybę. Nie leciał przed samochodem, ale nad samochodem. Mojemu mężowi, w nocy, wyszła zaś cała rodzinka dzików tuż pod koła.

Jak już wspominałam prędkośi samochodów na autostradach są zawrotne. Ustawiono tzw. tutory – kontrole radarowe wmontowane w drogę, których nie widać. Mój mąż miał delegację do Mediolanu, wyjechał pilnie i pędził żeby zdążyć na wyznaczoną godzinę. Wielkie bylo zdziwienie jak po miesiącu przyszły cztery mandaty za przekroczenie prędkości (160 km/h), Każdy z innego miasta. W jednej podróży, co 100 km został ukarany kwotą 180 euro i 5 punktami karnymi. Kosztowała go ta delegacja 720 euro i 20 punktów, czyli odebraniem prawa jazdy. Carabinieri wezwali go na komendę i dali mu miesiąc czasu na zdanie egzaminu prawa jazdy na nowo lub odbiorą dokument. Mój mąż w systemie komputerowym zdał egzamin teoretyczny bezbłednie i egzamin praktyczny w ogromnym strachu, bo wiele się zmieniło w ci agu 20 lat, choćby w terminologi. Do tego sam egzamin miał dodatkowy koszt. W tym miejscu powinnam napisać, że coś to dało i mój mąż nie pędzi… niestety pirat na zawsze zostanie piratem.

Mnie policja raz zatrzymała w ciągu tych 12 lat. Była to zwykła kontrola rutynowa. Przypomnieli mi tylko, ze w tym miesiącu kończy mi się ubezpieczenie i przegląd techniczny. Aż wstyd się przyznać, ale dostałam jeden mandat. Mój mąż przynajmniej może być dumny. Ja również dostalam za przekroczenie prędkości, ale na liczniku miałam 60, a nie 50 km/h. Ustawili wzluż drogi słupy co robia zdjęcia jak się przekroczy limit w obszarze zabudowanym. Zapłaciłam jakieś nędzne 40 euro. Punktów mam maxymalną ilość, a najeździłam się w swoim życiu. Dojeżdżałam nawet do pracy kilka razy w miesiącu 70km w jedną stronę, przez góry.

Nie wiem jak to w Polsce teraz wygląda, ale chyba nie ma okresowych badań kierowcy. Tutaj trzeba umówic się na wizytę lekarską jak przy otrzymywaniu prawa jazdy. Normalnie taka wizyta jest co 10 lat, trzeba oczywiście zapłacić. Osoby po 60-tce muszą robić kontroleęco 5 lat, tak jak osoby z problemami zdrowotnymi lub przy wizytach okulistycznych, kto nosi okulary.
Znajomi przypomnieli, że nie dodalam bardzo ważnej rzeczy:


Włochy pod wieloma wzgledami są podzielone na północ i południe.
Północ jest bardziej pracowita, czysta i przestrzega zasady. Przypominają bardziej, Szwajcarów i Austriaków z którymi graniczą.  Precyzyjni w parkowaniu i przepuszczaniu na pasach. Samochody są czyste, aż blyszczą w słońcu.
Południe żyje sercem, uczuciami, nie ma zasad. Tak samo jest z prowadzeniem auta. Nie istnieją kierunkowskazy, samochody są obdrapane, poobijane i brudne. Na ulicy są linie ciągłe i przerywane, ale tak rozjaśnione przez słońce, że praktycznie nie istnieja… bo i nie ma po co. Tu autocasco to opcja.
Z anegdotek. Moja koleżanka pochodzi z poludnia jej mąż z Włoch centralnych. Jak jadą w odwiedziny do jej matki, to ona siada za kólko… on się boi.
No i  tak możnaby długo.

Hmmm, non mi viene bene questo blog.

Se non ci fosse Mauro, Marcin e Agnieszka, non ci sarebbe mai stato.

Volevo descrivervi, come si sente un autista sulle strade italiane. Marcin mi ha chiesto l’aiuto in un articolo, sul questo tema, per una rivista Auto, Moto e Sport.

Ad Agnieszka è piaciuto molto il mio testo (lungo, originale, ma anche questo più corto, che sarà stampato) .. lei apprezza le mie descrizioni. Mauro invece concorda con Agnieszka. Vedete da soli, ecco la versione lunga:

Mio stile di guida?

E’ difficile descriversi da sola, ma ci proverò: prudente, tranquillo, deciso. Alla gente piace andare con me in macchina (così dicono) e mio marito Italiano, ha sempre qualcosa da dire, da criticare. Ogni tanto apprezza i miei progressi, quando è stanco e ha bisogno di dormire per strada, mi chiede di mettersi al volante.

Ho fatto la patente a 17 anni in Polonia, appena si poteva. Ero molto giovane e inesperta. Esame di teoria ho passato di primo colpo, l’esame pratico dopo 3 tentativo. Non ero un genio, ma manco ultima. Al epoca non avevo la mia macchina.  Il papà mi permetteva ogni tanto di guidare il suo VW Transporter di 9 posti. Per me è stato sempre uno shock, perché l’esame ho passato su Fiat 126 e cambiare la macchina era come andare dietro un volante del pullman. La mia sorella mi prestava il suo Fiat 126.

L’esame ho dato a Varsavia, guidavo solo a Varsavia, difficile parlare di mia esperienza…. da un incrocio ad altro. Oggi lo reputo noioso…. dal semaforo al semaforo. Mi ricordo la prima volta quando guidavo l’auto di papà e proprio questa volta il primo controllo della stradale a Zoliborz. Tutta fiera ho tirato fuori il mio documento “fresco di stampa”, ma le gambe mi tremavano.

Guidare in città ero brava, più difficile mi veniva a parcheggiare “la busta”. Cercavo i posti da parcheggiare più larghi, per non rigare nessuno. Da piccola (al meno una volta l’anno) andavo con i miei in Germania e conoscevo questa cultura di guida. Parcheggio perfetto, precedenza ai pedoni e biciclette, limiti di velocità ha lasciato segno sul mio modo di guida. In Polonia non ho preso mai una multa, i punti avevo tutti. Sono stata cresciuta nel rispetto delle regole, e mi era difficile a trasgredirle. Così andavo per 8 anni con la patente polacca. In Italia mi è stato cambiato il documento e ricevuto un bel colpo. La vita mi ha costretta di guidare tutti giorni subito, per arrivare in grande città dovevo percorrere 30km. Mi potevo solo sogniare un parcheggio libero al interno della città universitaria. Partivo mezz’ora prima, per non smaganiare la macchina allo suocero, che gentilmente me la prestata. Non è parliamo che era una Fiat con cambio automatico, che nel XX secolo non era per me una cosa quotidiana.

E qui che ho vissuto un dramma. La velocità dei veicoli – sopra la norma prevista dalla legge. I clacson continui: anche solo per prendere un caffè con la ragazza al volante, per salutare un amico, per dire quattro al nonnino alla guida, che va 40 al ora.

Una volta sono andata fuori strada  sulla rotonda. Non potevo fare marcia in dietro, avevo rotto un faro. Cosa facevano gli Italiani? Suonavano clacson! anzi che fermarsi, chiedere se non mi sono fatta niente, se ho bisogno di aiuto.

C’è anche una cosa che non ho imparato durante le lezioni di guida a Varsavia – LE AUTOSTRADE. LE regole, le entrate, le uscite, le precedenze, gli sorpassi. La teoria era bella, ma la pratica e dove… in Italia sulle 4 cosrie… è tutto un’altra cosa. Uno si sveglia e guida come loro, per sopravivvere!!!! Bisogna andare con la “corrente”, se no sei una pecora nera, che non sa guidare. Se uno vede una fila di macchine su lato destro della autostrada, allora o è un funerale o da capo c’è la pattuglia della polizia- questo ho capito dopo qualche mese. Così ho capito perché tutti andavano piano. La superstrada ha limite 110 km/h. Se mi adeguo agli altri ho minimo 120 su contachilometri.

No né parliamo dei cellulari. Un Italiano non usa le cuffie. Attualmente con la rete wifi tutti stanno con smartphone in mano, guidano e navigano.

Cosa ho incominciato a fare e che cosa ho smesso come autista? Ho smesso di essere “brava ragazza” e ho incominciato di adeguarmi. Quando c’è bisogno acciacco l’ acceleratore, sempre rispondo al telefono (ma non chiamo), uso clacson per “un nonnino lumaca”. Di buono mi è rimasto solo dare la precedenza ai pedoni… questo mi ricordo di fare. Do anche la precedenza a chi gira dalla mia sinistra, cosi non si crea un tappo, sull’altra corsia.

Ho incominciato anche a parcheggiare bene!! Come parcheggiano Italiani, mi piace tanto. Non c’è posto? metti 4 frecce e ti metti in seconda fila. C’è già seconda fila? ti puoi mettere anche in terza, basta che c’è spazio per passare al tuo fianco. Una volta cercavo di parcheggiare precisa e molto veloce, per non creare il traffico. Qui in Italia ho imparato subito a parcheggaire. Uno manco ci pensa che vuole sistemare l’auto e già senti i clacson, perché la strada è a senso unico. Bisognava “spegnere cervello”, rilassarsi, non ascoltare e si fa la “busta” da primo tentativo. Mio marito è un mito per me. Parcheggia cosi che lo spazio davanti e dopo di lui e di un palmo della mano. Sistema la macchina tra le altre, precisa. Qui in Italia i clacson non mi spaventa più, non mi interessano le regole. La regola è una: non fare male ai altri.

In Italia c’è anche un’altra cosa, che cambia noi Polacchi. Le strade! Con tante curve, vecchie, strette e a senso unico. In piccoli paesi la maggior parte di strade e in una direzione sola. Qualcuno può dire… e che c’è di strano. Apparentemente niente, ma per me, nuova in città, che parlava solo inglese, era facile partire da casa… peggio era ritornare!!! Sulle cartine non era segnalato che la via a senza unico, chiedevo la gente come tornare a casa e giravo come trottola. A Varsavia vai per la tua strada, conti incroci e torni sulla stessa strada o una parallela. In Italia non ci sono le strada alla scacchiera. Non sai mai quanto tempo impegni per tornare in punto di partenza. LE strade sono strettissime e tante volte dovevo piegare i specchietti, per passare i vicoletti.

Come sono gli autisti italiani? PIRATI. Questo era il titolo di mio marito in primi giorni della nostra conoscenza. Cosa fanno loro dietro il volante, hanno succhiato con il latte della madre. Le velocità sono cosmiche, non una volta viaggiavo alla velocità 220 km/h Innanzi tutto con la macchina vanno ovunque, anche a prendere il figlio dalla scuola che dista 300m. Vanno con la macchina dove non si può solo perché hanno una commissione proprio lì e devono parcheggiare proprio di fronte al portone. Al bar per prendere caffè? sono solo 2 minuti, l’auto aspetta davanti al bar con 4 frecce, sulle strisce pedonali (quadretto quotidiano). La macchina la devono vedere. Ogni giorno sui giornali leggiamo di una rissa per parcheggio o peggio che è  scappato un morto. Al sud per parcheggio si fa a coltellate… in Polonia questo ancora non c’è.

Non conosco le leggi stupide, sono le leggi europee.

Cosa non fanno Italiani? Non si mettono in fila!!! Al distributore di carburanti arrivano in due per una coda per ogni pompa da due lati (come al confessionale) e ogni coda ha le diramazioni. Cosi succede anche ai caselli autostradali, arrivano in branco e poi vanno “a spinte”, suonando.

Cosa fanno Italiani e Polacchi no? Parlano usando le mani. Certi gesti contengono le frasi intere e capiscono suo connazionale. Ho visto una volta un dialogo intero fra autista e polizia municipale. In Polonia abbasserebbero il finestrino per parlare con un funzionario. In specchietto retrovisore spesso possiamo vedere le discussioni fra la gente e si può capire di che “parlano” .

Abito vicino una riserva naturale, dove ci sono cinghiali, cerbiatti e fagiani. Un giorno sopra la maschera della macchina ha volato un fagiano, mancava poco e me lo sbattevo sul parabrezza. Non volava davanti alla macchina ma sopra. Il mio marito ha incontrato sulla strada una famiglia dei cinghiali che trottava dietro la mamma.

Le velocità sulle autostrade è strepitosa. Sono stati impostati i tutor – controlli di radar nella autostrada, che sono invisibili. Mio marito andava a Milano, aveva tanta fretta per un orario preciso. Siamo rimasti mooolto stupiti quando dopo un mese sono arrivate 4 multe per eccesso della velocità (160 km/h) tutte di varie città. Per un viaggio, ogni 100 km ha dovuto pagare 180 € e 5 punti tolti. Prezzo totale del percorso 720€ e 20 punti tolti, cioè la patente ritirata. I carabinieri hanno dato un mese di tempo per dare un esame di guida, dopo di che avrebbero tolto il permesso di guida . Mio marito dopo 20 anni ha dovuto dare esame con il sistema  elettronico, ha dato esame senza un errore, esame pratico con grande paura. Poi aggiungiamo anche il costo del esame . A questo punto dovrei scrivere che mio marito ha imparato la lezione e non corre più… purtroppo no.

Io ho ricevuto una multa sola. E’ una vergogna perché la mia velocità era 60 non 55 km/h. Mi ha controllato un palo, che fa le foto alle targhe. Ho pagato le miserabili 40 €. I punti ho tanti, numero maggiore che si può e ho percorso dei chilometri. Andavo spesso per lavoro fuori città anche 70 km a andata, attraversando le montagne.

Non so adesso come funziona in Polonia, se ci sono i controlli da medico. Qui bisogna presentarsi da medico legale ogni 10 anni, più anziani ho con problemi di salute o con occhiali ogni 5 anni.

Miei amici mi hanno ricordato, che non ho aggiunta una cosa molto importante. Italia per tante cose è divisa a Sud e Nord. Nord è lavoratrice, pulita, segue le regole. Assomiglia i Svizzeri o Austriaci, con quali confinano. Precisi nel parcheggiare e dare la precedenza. Le auto sono pulite. Il Sud vive con cuore, con sentimenti, senza le regole. Così è anche quando guidano. Non esistono le frecce, le macchine sono graffiate, sbattute, sporche. Sulla strada ci sono le linee tratteggiate e continue ma cosi sbiadite dal sole, che non si notano nemmeno. E l’assicurazione della macchina è un’optional. La mia amica e del sud e suo marito del centro Italia. Quando vanno a trovare la madre di lei, lui cede il volante alla moglie… ha paura della guida del sud.

E così si puo raccontare per ore.

 Image
Annunci

4 thoughts on “Auto, Motor i Sport

  1. Vero, tutto vero purtroppo. Ora ti racconto cosa accadutami qualche anno fa.
    Stavo attraversando sulle strisce pedonali insieme a mio figlio, al tempo aveva 4 anni e ovviamente lo tenevo per mano. Arrivati al centro della stada mi accorco che il conducente che proveniva alla mia destra era distratto e non guardava avanti, forse era “attratto” dal panorama (eravamo vicino alla spiaggia). Quindi mi fermo, tenendo stretto il bambino, e mentre mi passa accanto gli ricordo, non proprio elegantemente, devo ammetterlo, di guardare avanti mentre guida. Beh, questo galantuomo non solo non mi ha chiesto scusa, ma ha avuto il coraggio e la faccia tosta di fare inversione, inseguirmi con la macchina ed insultarmi, spaventando anche il bambino. Che tristezza. L’educazione non è certo il nostro forte, il codice della strada invece è ad interpretazione soggettiva. :-(.

    Mi piace

  2. Forse questo uomo era dell’altro Paese dove guidano ancora peggio??? Comunque tu hai fatto bene!!! Difendere bambini e pedoni a tutti costi. Conoscendo la tua “grazia” mi immagino la scena e sto sorridendo. Io mi sono adeguata per sopravvivere 😉 Credo che anche tuo marito avrebbe tanto da raccontare.

    Mi piace

  3. Devo confessare che mi sono spaventata, ero sola con il bambino, e mio marito mi dice sempre di fare attenzione, non si sa mai chi incontri. Io invece non lascio correre, e in questo caso ho messo in pericolo me, ma soprattutto il mio cucciolo, avrei fatto meglio ad agire in altra maniera. Sicuramente non bisogna lasciar correre, ma meglio ragionare un po’ di più. Comunque credo che il tizio si ricorderà per un po’ dei miei “epiteti” 😉 .

    Mi piace

  4. Certo i pazzi ci sono tanti al mondo, però tu hai agito d’istinto. Mica ti potevi aspettare che quello torna in dietro. Tuo marito per lavoro è “addestrato” di essere calmo. Io invece non reagisco, ma non è perché non sono capace, ma perché rimango proprio senza parole.

    Mi piace

Rispondi

Inserisci i tuoi dati qui sotto o clicca su un'icona per effettuare l'accesso:

Logo WordPress.com

Stai commentando usando il tuo account WordPress.com. Chiudi sessione / Modifica )

Foto Twitter

Stai commentando usando il tuo account Twitter. Chiudi sessione / Modifica )

Foto di Facebook

Stai commentando usando il tuo account Facebook. Chiudi sessione / Modifica )

Google+ photo

Stai commentando usando il tuo account Google+. Chiudi sessione / Modifica )

Connessione a %s...